Translate

23 stycznia 2016

Kiedy zaczyna się szaleństwo

O podróży na rajską plażę albo po prostu do gorącego kraju marzyłam od zawsze. Jest to marzenie szczególnie silne, bo jestem stworem z natury ciepłolubnym. Nawet bardzo. Tak bardzo, że czasami nawet myślę, że urodziłam się w złym miejscu na Ziemi, że to nie tu powinno dziać się moje życie. „Za zimno!” - zbyt często można ode mnie usłyszeć te słowa. Przy temperaturze powyżej 30ºC ja dopiero zaczynam szczęśliwie funkcjonować. Szaleństwo! Albo dopiero początek szaleństwa.

Decyzję o mojej wyprawie podjęłam po części spontanicznie, a po części wierzę, że ta wyprawa jest mi pisana i tak po prostu miało być. Zawsze wiedziałam, że w końcu tam pojadę. Zawsze marzyłam, żeby tam jechać. Zawsze bardzo chciałam tam jechać. Zawsze zawsze zawsze. Trzy razy Zet. To było tylko kwestią czasu... i pieniędzy, aż w końcu ruszę. I ruszam.





Czasami się zastanawiam czy jestem obdarzona jakąś dodatkową mocą, która ujawnia się w dziwnych momentach w moim życiu. Czasami po prostu WIEM, że coś się wydarzy lub coś się nie uda. Niektórzy powiedzą, że to kobieca intuicja. Dla mnie to chyba coś więcej, coś jak dodatkowy zmysł. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale jest coś, dzięki czemu WIEM. Może jest ze mnie coś z czarownicy? W zasadzie tak też jest w przypadku tej wyprawy – po prostu wiedziałam, że tam kiedyś pojadę. To już było zdecydowane za mnie, gdzieś wyżej. Moją świadomą decyzją było już tylko ustalić kiedy. Jadę już za 30 dni.

O marzeniach się nie dyskutuje. Jedni marzą o samochodzie, a inni tak jak ja – pragną uciec w poszukiwaniu wrażeń na drugi kraniec świata. Ludzie są różni, ale tak naprawdę to często główną blokadą jest lęk przed nieznanym. Niektórzy nie mogą wyjść z podziwu, że się na coś takiego zdecydowałam. Wiele razy słyszałam, że „ja to bym nie pojechała” albo „jaka jesteś odważna”. Szczerze się przyznam, że ja sama nie wierzę, jeszcze to do mnie nie dotarło, że lada dzień TAM faktycznie będę. Przyznam, że też się trochę boję i nawet mnie momentami zadziwia ta odwaga i przekonanie, że jakoś to będzie. Przyświeca mi myśl, że marzenia są po to, żeby je spełniać i ja właśnie spełniam jedno z moich największych marzeń w życiu.

Nie ma rzeczy niemożliwych. Where there's a will there's a way (tłum. gdzie jest wola, znajdzie się droga). Chcę. Zawsze chciałam. Po prostu. Pytania zawsze tylko były dwa: kiedy i jak. Znalazłam już na nie po części odpowiedzi. Wiele pozostaje jeszcze niewiadomych, ale jestem dobrej myśli. Wszystko się jakoś ułoży po drodze. Chcę, więc jadę. To najważniejsze.

Ten blog powstaje z myślą o moich znajomych, których zostawiam w Polsce. Po części tworzę go dla siebie, bo chcę gdzieś stopniowo opisywać co mnie spotyka. W końcu też piszę dla Ciebie, bo jeśli tu kiedyś trafisz, to może mój blog okaże się dla Ciebie w jakiś sposób pomocny. A kto wie, może i Ciebie zainspiruję do podróży w nieznane?

Warszawa


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz