Translate

6 lutego 2016

Pokonać lęk

Nigdy do tej pory nie kupowałam biletów lotniczych. Zawsze robiło to za mnie biuro podróży. Poza tym do samodzielnych wypraw zawsze wybierałam naziemne środki transportu. Faktycznie najlepiej mi jest w pociągu i to mój ulubiony sposób podróżowania. W samolotach zdecydowanie nie czuję się dobrze. Nie liczę tego razu, kiedy byłam dzieckiem i skakałam z radości po fotelu. Podczas mojej ostatniej podróży samolotem myślałam, że umrę. Stres odpuścił dopiero jak samolot bezpiecznie siadł, więc ta przeprawa na drugi kraniec świata jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Całkiem niedawno określiłam u siebie lęk wysokości. Tak bardzo się boję, że omijam wszelkie barierki i nawet w centrach handlowych staram się nigdy nie patrzeć w dół schodów ruchomych. Nie wiem jak kolejny raz przeżyję lot samolotem.



Za biletami zaczęłam rozglądać się osiem miesięcy przed planowanym wylotem. Nie miałam wtedy nawet sprecyzowanej daty, ani nawet nie byłam pewna czy w ogóle pojadę. Sprawdzałam ceny i badałam kiedy najkorzystniej kupić bilet i na który dzień bilety są najtańsze. Warto coś takiego prześledzić z większym wyprzedzeniem, żeby za bilety nie przepłacić i żeby zaplanować swoje loty na najlepszy dla portfela dzień. Jest wiele stron, na których można porównać oferty i połączenia różnych przewoźników. Do Dżakarty lata kilka linii, ale najrozsądniej wyszły dla mnie Emirates Airlines z przesiadką w Dubaju.

Z moich badań wyszło, że cena bardzo się nie zmienia do ok. 3 miesięcy przed lotem. Najdroższe bilety są w piątki i niedziele. Najtaniej jest latać w tygodniu w okolicach środy. Przeważnie ceny na większość dni są identyczne i tylko te dni około weekendu są płatne ekstra, ale też nie ma jakiejś strasznej różnicy. Esky pokazuje dodatkowo tabelę, gdzie można porównać ceny we wszystkie dni tygodnia i faktycznie zdecydować się na najlepszą opcję.

Swoje bilety zamówiłam z wyprzedzeniem 2,5 miesiąca bezpośrednio ze strony przewoźnika, żeby uniknąć dodatkowej opłaty ze strony pośredniczącej. Wybrałam wylot w poniedziałek i powrót we wtorek. Od razu też zapisałam się do programu Skywards, bo lubię programy lojalnościowe.

Przez internet można wybrać dla siebie miejsce i rodzaj posiłku. Z rezerwacją miejsca na lot do Dubaju trochę się spóźniłam i system przydzielił mi słabe miejsce. Na miesiąc przed odlotem to trochę za późno, żeby zmieniać wybrane przez system miejsce, bo wtedy większość tych przy oknie jest zajęta. Jednak po tygodniu sprawdziłam wolne miejsca ponownie i okazało się, że zwolniło się upatrzone przeze mnie miejsce. Przy wyborze pomocna okazała się strona: http://www.seatguru.com/, gdzie można podejrzeć komentarze podróżujących do konkretnych miejsc.

Są różne mity i teorie na temat tego, gdzie siadać w samolocie. Jedni mówią, że najlepiej z przodu, bo jak samolot spadnie, a z reguły spada dziobem do dołu, to szybciej... no właśnie. Drudzy mówią, że lepiej z tyłu, bo mniej ludzi, bo można spokojnie podziwiać widoki i prędzej można przeżyć katastrofę. Jednak dla takiej przestraszonej wariatki jak ja chyba najlepsze będzie miejsce na skrzydle, gdzie lot powinien przebiegać stabilniej. Moją ostatnią podróż samolotem spędziłam na jednym z ostatnich siedzeń na ogonie. Uczucie przy starcie było dla mnie strasznym przeżyciem, a podczas lotu również nie było lepiej. Przeżyłam, ale nigdy więcej. Zdecydowanie wolę siadać z przodu lub w okolicy skrzydła.



Do mojego lotu zostały już tylko dwa tygodnie. Zaczęły mi się senne koszmary z samolotami w roli głównej. Najchętniej obudziłabym się już na miejscu w Dżakarcie, ale niestety tak się nie da. Będę musiała jakoś przetrwać moje przeloty – 5 godzin do Dubaju i 8 godzin do Dżakarty. Do samolotu zabieram końską dawkę Aviomarinu na dobry sen, a do poczekalni w Dubaju pakuję nową książkę Beaty Pawlikowskiej.

Selamat Jalan! (tłum. Szczęśliwej podróży!)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz