Translate

3 lutego 2016

Pół apteki w walizce

Swój plan przygotowań opracowałam już ponad pół roku wcześniej. Nie jestem mistrzem planowania i nigdy nie umiem podjąć ostatecznych decyzji, a nawet powiedziałabym, że kompletnie nie umiem nic zorganizować. Tym razem jednak jadę bardzo daleko i będę zdana tylko na siebie. Jeśli coś przeoczę, to tylko będzie to utrudnieniem dla mnie, więc praktycznie nie mogę sobie pozwolić na niedociągnięcia. Tak wczesna organizacja pozwoliła mi na spokojnie wszystko zaplanować i mam nadzieję, że zrobiłam wszystko co trzeba.




W zasadzie przygotowania rozpoczęłam od razu na poważnie. Zaczęłam od zaprzyjaźnienia się z moją przychodnią. Już na wstępie od internisty dostałam skierowanie na badanie krwi i zostałam pokierowana do specjalisty od medycyny podróży i chorób tropikalnych. Szczerze polecam się do takiego specjalisty udać przed podróżą w bardziej egzotyczne klimaty. Jego fachowa wiedza i rzeczowa rozmowa niemal całkowicie mnie uspokoiły.

Egzotyczne choroby zawsze przyprawiały mnie o ból głowy. Malaria, denga, żółta febra i sama nie wiem co jeszcze. Na samą myśl o komarach automatycznie włączał mi się tryb paniki. Okazuje się jednak, że podobno nie jest tak źle. Zagrożenie malarią nie jest aż tak wysokie, a nawet znikome w planowanych przeze mnie okolicach. Jeśli chodzi o dengę i japońskie zapalenie opon mózgowych, to lekarz powiedział mi, że zakażenia są ekstremalnie rzadkie, a żółta febra w Indonezji raczej nie występuje. Trochę większym zagrożeniem jest wścieklizna na Bali i Lombok. Zdarzały się tam pogryzienia przez psy i małpy, ale nawet w takiej sytuacji szczepień można dokonać na miejscu.

Podczas wizyty założyłam żółtą książeczkę szczepień. Warto zbadać przeciwciała na żółtaczkę typu A i B przed wizytą u specjalisty od chorób zakaźnych. W moim przypadku doszczepianie nie było koniecznie. Ostatecznie zaszczepiłam się tylko na dur brzuszny. Po szczepieniu przez dwa dni bolało mnie ramię i jeszcze przez kolejne dwa dni czułam lekkie osłabienie, a potem było już wszystko w porządku.


Dostałam też dość długą listę zalecanych w podróży leków. Moja apteczka chyba zajmie pół walizki. Profilaktycznie poprosiłam o receptę na Malarone, bo nie jestem do końca pewna dokąd pojadę. Uznałam, że na wszelki wypadek warto mieć, pomimo że jest to dość drogi interes. W pakiecie na recepcie dostałam Xifaxan i Bedicort G. Zapobiegawczo na komary dostałam zalecenie brać witaminę B1 i używać repelentów z DEET minimum 30%.

Zabrałam się też za ogólne sprawdzenie mojego stanu zdrowia. Wizyta u internisty i badania krwi to moim zdaniem absolutna podstawa. Polecam też zawczasu udać się do dentysty, żeby potem po prostu nie było problemu. Z tego co słyszałam i czytałam, to opieka medyczna w Indonezji jest dość droga, więc warto zadbać o zdrowie wcześniej. Na wszelki wypadek, zabieram ze sobą też standardowy pakiet leków, czyli środki przeciwbólowe, przeciwzapalne, podstawowe antybiotyki i coś na moje niesforne kolano.

Mając moje zaplecze medyczne w walizce, i tak modlę się, żeby nic nie było mi potrzebne i że wakacje w Indonezji spędzę bez żadnych rewelacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz