Translate

2 lipca 2016

Jakarta daily

Mieszkałam w Indonezji w sumie trzy miesiące, tak jak wspominałam już wcześniej. Odwiedziłam miejsca, które naprawdę od zawsze chciałam zobaczyć. O mojej wyprawie do Jogjakarty możecie przeczytać w poprzednich wpisach. Jednak większość czasu spędziłam w Dżakarcie żyjąc jak typowy młody Indonezyjczyk. W tym poście opowiadam o moim codziennym życiu w stolicy Indonezji.


As I mentioned previously I lived in Indonesia for three months. I travelled a bit to places I really wanted to see. You can read about my trip to Jogja in previous posts. But most of the time I stayed in Jakarta living like an average young Indonesian. In this post I am sharing my everyday routine in capital city of Indonesia.




Dni pracujące spędzałam raczej sama, bo wszyscy moi znajomi musieli pracować. W zasadzie robiłam to, co bym robiła w Warszawie podczas wakacji. Często chodziłam do centrum handlowego lub po prostu przechadzałam się po okolicy. Mieszkałam w dość wygodnej okolicy, bo dokładnie pośrodku między trzema centrami handlowymi. Aktualnie, powstało tam też czwarte centrum. Nigdy nie za dużo sklepów obok siebie, bo Indonezyjczycy naprawdę kochają centra handlowe i wszyscy właśnie tam spędzają swój wolny czas. Przez pierwsze tygodnie głównie szukałam potrzebnych mi do przeżycia bibelotów, a potem już weszło mi to w nawyk i jak prawdziwa Indonezyjka prawie codziennie chodziłam do centrum handlowego.


During work days I was rather alone because all of my friends had to work. I did things I would do in Warsaw during holiday time. I often went to mall and just wander around. I lived in quite comfortable location which was between three malls. Currently, my friends told me that a fourth mall had been built in that area. Never enough malls next to each other, right? This is a fact that Indonesians really do love malls and everybody goes to mall in Jakarta in their free time. During first weeks I was simply trying to find all the things I needed to survive but later I simply started to act like an Indonesian and I would just go for a walk to the mall almost everyday.

Jedno z najbliższych centrów handlowych.
Supermarket. Zgadniesz co to jest?

Tradycyjny uliczny sklepik - podstawowe indonezyjskie zakupy to papierosy i kawa instant.

Poszukiwania potrzebnych rzeczy były sporym wyzwaniem. Jestem kobietą, więc potrzebowałam kosmetyków, które nie zmieściły mi się do walizki. Woda micelarna do demakijażu praktycznie nie istnieje w Indonezji i jeśli to jest czego potrzebujesz to lepiej zabierz ze sobą. Miałam też nadzieję, że z łatwością kupię piękne nowe sandałki. Oczywiście, okazało się to być graniczące z cudem. Kobiety w Azji przecież mają mniejsze stopy i na mój rozmiar nie było nic. Znalazłam jedną parę jakoś przypadkiem w centrum handlowym w Tangerang. Raczej polecam zabrać ze sobą wygodne sandałki.


Hunting the things I needed was pretty much challenging. I am a woman so obviously I needed some cosmetics that were too heavy for my luggage. Micellar water for make-up removing was impossible to find so if this is something you really do need in your life you better bring it with you. I also hoped to get some nice sandals and I was sure I would get them easily. But I couldn't be more mistaken! Asian women have smaller feet and for my size I barely found one pair in mall in Tangerang. Now I know it's better to bring nice and comfy sandals along with you.

Poszukiwania kosmetyków.
Matahari - poszukiwania sandałków.


Mieszkałam w kosan z moim przewodnikiem. Kosan to duży dom, w którym wynajmuje się pokoje - coś jak pensjonat, tylko długoterminowy. Pokój był mały, ale za to był z łazienką z prysznicem. To są standardowe warunki w Dżakarcie i wszyscy, którzy przyjeżdżają tam do pracy tak mieszkają. Mój pokój miał mały problem w postaci wiecznie cieknącej klimatyzacji, do której kilka razy wołałam majstra, ale na niewiele się przydał, bo problemu nie rozwiązał. Miesięczny wynajem pokoju dla jednej osoby to 1,2 miliona rupii (ok. 350zł). Oczywiście można znaleźć miejsca o wyższym standardzie, ale ja wolałam przeznaczyć kieszonkowe na zakupy i zwiedzanie.


I lived in kosan and I shared a room with my guide-friend. The room was little but there was a bathroom with a shower. This is pretty much standard for Jakarta and most of the people that come there to work live like that. I had a little problem in my room with the AC which was leaking all the time. I called the mechanic a couple of times but he didn't help much. Monthly fee for my kosan was just Rp. 1 200 000 per person ($90). There are higher standard places but I preferred to spend my savings for shopping and travelling.



Jeśli chodzi o posiłki, to miałam kilka ulubionych miejsc. Na śniadanie chodziłam do pobliskiego warunga, w którym można było kupić tosty i herbatę. Można powiedzieć, że uzależniłam się od roti pisang keju coklat (tostów z bananem, serem i czekoladą) i jadłam je prawie codziennie. Kiedy chciałam coś innego, to kupowałam chleb z czekoladą Sari Roti w najbliższym Alfamarcie albo Indomarcie. Czasami chodziłam do centrum handlowego do Bread Life, gdzie sprzedają przeróżne bułeczki i ciastka. Dodatki były tak rozmaite i wszystko wyglądało tak pysznie, że często nie mogłam się zdecydować co chcę, bo chciałam wszystko. Ceny były naprawdę różne i w zależności od rodzaju można było kupić bułeczkę od 7 000 rupii do nawet 20 000. W zasadzie chleb i bułeczki to nie jest indonezyjski zwyczaj. Indonezyjczycy na śniadanie jedzą ryż albo bubur (coś podobnego do owsianki). Raz jadłam lontong sayur (coś jak pikantna zupa z ryżem i warzywami) i kupat tahu (ryż, jajka i tofu z sosem orzechowym). Nie byłam w stanie jeść ryżu na każdy posiłek. Chleb na śniadanie sprawiał, że ten codzienny ryż na obiad mi się nie znudził.


When it comes to meals I had some favourite places in my area. For breakfast I would go to warung that sold coffee and roti bakar. I got heavily addicted to their roti pisang keju coklat (bread with banana, cheese and chocolate) and I NEEDED to have it almost everyday. When I wanted something else I would buy Sari Roti coklat (Rp.11 000) in AlfaMart or Indomaret nearby or I went to Bread Life in the mall. In Bread Life they had so fancy breadrolls that sometimes I even wasn't able to tell which one I actually want because I wanted them all. Prices varied from Rp.7 000 to 20 000. In fact, eating bread is not very Indonesian thing. Indonesians for breakfast usually have some nasi (rice) or bubur (kind of porridge). I once had lontong sayur (some kind of spicy soup with rice and vegetables) and kupat tahu (mix of rice, egg, tahu with peanut sauce). I wasn't really able to eat rice for every meal. Having my piece of bread for breakfast helped me to enjoy my rice for dinner more.

Tost z bananem, serem i czekoladą.

Moje ulubione warungi.

Lontong sayur.
7 eleven, Alfamart, a tam dalej Indomart.

Jedzenie na ulicach Indonezji jest tanie i pyszne, ale ja się go trochę bałam, bo czasami powodowało pewne problemy. To był jeden z powodów, dla których również starałam się jeść coś innego na śniadania. Na obiad miałam kilka sprawdzonych miejsc. Często jadłam nasi goreng (ryż smażony), mie goreng (makaron smażony), rendang (wołowinę) albo smażonego kurczaka z tempe i sambalem. Za obiad zwykle płaciłam ok. 20 000 rupii (6zł). Typowe indonezyjskie menu i typowa jak na Dżakartę cena. Są miejsca, gdzie można dostać nasi goreng nawet za 11 000 rupii (3zł), ale raczej trzymałam się sprawdzonych przeze mnie miejsc. Faktycznie, obiad w centrum handlowym był “czystszy”, ale przez to droższy. Za gado-gado w centrum handlowym płaciłam 50 000 rupii (15zł), a za tyle byłam w stanie przetrwać cały dzień jedząc na ulicy.


Although the street food in Indonesia is cheap and delicious, truly, I was afraid to eat in the street because sometimes it caused me trouble and that is the main reason why I preferred to eat something else for breakfast. For dinner, I had my favourite “safe” places to go. I often had nasi goreng (fried rice), mie goreng (fried noodles), rendang (beef), or fried chicken with tempe and sambal. For one meal I usually paid Rp.20 000 ($1.5). Totally average Indonesian menu and average price in the street in Jakarta. In some places you can get nasi goreng for just Rp.11 000 (less than $1) but as I mentioned, I had my favorite places to eat. Dinner in the mall was “cleaner” and thus safer but also more expensive. For gado-gado in the mall I paid Rp.50 000 ($3.5) and for this price I could survive the whole day buying food in the street.

Mój ulubiony obiad.
Bakmi dari Solo.


Życie w Dżakarcie było męczące pod względem ilości mieszkających tam ludzi. Na powierzchni zbliżonej do Warszawy mieszka ok. 10 milionów ludzi, podczas gdy w Warszawie tylko ok. 2 miliony. Korki są codziennością i są wszędzie, dlatego Indonezyjczycy wszędzie jeżdżą motorem, bo szybciej. Dojazd samochodem zajmuje wieki. Wysokie zanieczyszczenie powietrza również daje się we znaki. Zwłaszcza dla mnie, czyli tej białej, która jeśli nie było daleko, to wolała chodzić na piechotę. Było to czasami sporym wyzwaniem, bo chodników albo nie ma, albo są wąskie i są zajęte przez sprzedawców jedzenia, albo są w tak tragicznym stanie, że trzeba było uważnie mierzyć każdy krok, żeby się nie zabić. Jeśli potrzebowałam dostać się gdzieś dalej, to zamawiałam motor. W Indonezji koniecznie trzeba mieć w telefonie zainstalowane trzy aplikacje: Waze, Grabcar oraz Gojek i wtedy można dostać się praktycznie wszędzie.

Life in Jakarta was tiring due to the huge amount of people living there. Around 10 millions people live in the area similar to Warsaw, while in Warsaw there are only around 2 millions people. You can see traffic jams everywhere and everyday and all the time. That's why Indonesians prefer to use motorbikes. Going places in the car takes ages. Also, air pollution was a big inconvenience especially for me, the white girl who preferred to walk to places if they weren't too far. It was a bit challenging because either there are no sidewalks, or they are narrow and occupied by street food sellers, or they were in such a bad condition that I had to take every step super carefully in order not to die. When I needed to get somewhere farther, I ordered bike. In Indonesia it is necessary to install three apps in your phone: Waze, Grabcar and Gojek. If you have them, you can get basically anywhere you want.




Indonezyjczycy chyba dużo nie śpią. Może nie wszyscy, ale zaobserwowałam ruch na ulicach nawet do godziny 1 w nocy. Dzień zaczynał się ok. 4:30 rano wołaniem do modlitwy. Często chodziłam wtedy na dach i słuchałam jak falowo adzan nadchodzi ze wszystkich stron. Dla mnie to był najpiękniejszy moment dnia w Dżakarcie. O tej porze widywałam pierwszych ludzi idących do pracy. Pamiętam pewnego staruszka, który codziennie przynosił chleb tostowy do mojego ulubionego warunga. Nie spałam w nocy, bo odsypiałam w dzień, oraz tylko w nocy mogłam rozmawiać ze znajomymi w Polsce w innej strefie czasowej.


Indonesians do not sleep much. Maybe not all of them but I noticed that streets were full until after midnight. Then the day would begin around 4:30 am with adzan (calling for prayer). Often I went to the roof of my kosan and I just listened to it coming from everywhere around. For me it was the most beautiful moment of the day in Jakarta. At that time I watched first people going to work. I remember the guy that delivered toast bread every morning to my favourite warung just after the adzan. I didn't sleep in the nights because I had much sleep during the day and in the night I talked to my friends in Poland who were in different time zone.


Pewnego ranka w Dżakarcie nawet mogliśmy zobaczyć zaćmienie słońca. Czy można mieć więcej szczęścia?

One morning in Jakarta we could see sun eclipse. Could I be more lucky?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz